O autorze
Adela Marta Jurkowska – antropolożka kultury i amerykanistka. Anarchistka i feministka. Założycielka Antifascist Sisterhood – anarcho-feministycznego kolektywu antyfaszystowskiego. Działaczka społeczna zaangażowana m.in. w Porozumienie Odzyskać Wybór i Refugees Welcome Polska. Konkubina komunisty, mama psa Ciastka. Blog nosi roboczy tytuł „Brzydkie Stany – Ugly States of America” i poświęcony będzie temu, co w USA nieładne, niewesołe i nieznane w Polsce.

Sik nienawiści

Zanim oddasz mocz sprawdź dwa razy - czy aby symbol na drzwiach toalety odpowiada symbolowi w twoim dokumencie. Jeśli wysikasz się nie tam, gdzie ci bóg przykazał, to miasto Oxford w stanie Alabama wlepi ci 500$ grzywny. A osoby transpłciowe? Niech sikają w domu.

Kiedy cztery lata temu po raz pierwszy byłam w Stanach, przez krótkie półtorej miesiąca zakosztowałam doświadczenia wielu pokoleń polaczków, uznawanego przez moją rodzinę za istotny rytuał dojrzewania – nielegalnej pracy na emigracji. Pracowałam jako nielegalna barmanka w Karol’s Pub – osiedlowej norze w zdechłym miasteczku Wallington w New Jersey. Do Wallingotna przylega Garfield – polaczkowo, które z kolei mała rzeczka oddziela od Passaic – miasteczka portoryków. Gdyby z wszystkich domów na chwilę usunąć mieszkańców nie dałoby się zgadnąć żadnej etnicznej różnicy, ale i nie można by się było pomylić co do tego, gdzie się jest – klasyczne kartonowe budki obite sajdingiem, nudne gazowe grille, zaskakująco nędzne ogrody jak na Garden State.
Połowę moich klientów stanowili Polacy pracujący o wiele poniżej swoich kwalifikacji, całymi dniami bełkoczący o powrocie do kraju, jednak siedzący na stołkach twardo, bo ani Polska nie taka wspaniała jak sobie wyobrażają, ani Stany nie takie wstrętne jak mówią. Po polsku obgadywaliśmy klientów amerykańskich – po angielsku polskich, i tak mijał czas i leciały dolary. Kobiet wśród klientów było niewiele, właściwie tylko dwie – w tym jedna staruszka. Polacy szybko przebełkotali mi, że to tak naprawdę facet. I tak poznałam Renee – najstarszą transpłciową osobę na świecie (na pewno w Ameryce, więc pewnie i na świecie). Nie chce mi się wyszukiwać dokładnych dat jej operacji, nie o to zresztą chodzi. Miała wówczas około 85 lat, ale mówiła, że ma 6, bo tylko tyle żyła jako kobieta. Wiele więcej wam o niej nie powiem, bo mówiła cicho i takim chwiejącym się głosem jakim często mówią starsi ludzie i, szczerze mówiąc, gros naszych rozmów ograniczało się do mojego potakiwania na jej, a i owszem pijackie, monologi.
Gdyby Renee – pomarszczona starsza pani z trwałą ondulacją i w rajstopach do ortopedycznych sandałów na obcasie-klocku – mieszkała w Karolinie Północnej, musiałaby sikać w męskiej toalecie. O tym właściwie mam zamiar tu napisać – o tym, że nie tylko prywatne, ale również intymne, a nawet fekalne stało się polityczne.
W marcu parlament stanowy Karoliny Północnej przepchnął ustawę, które nakazuje każdemu sikanie w tej publicznej toalecie, która odpowiada jej/jego dżenderowi. Jednak nie byle jakiemu, temu co im się podoba, tylko dżenderowi wyrytemu w świętym plastiku dowodu osobistego lub prawa jazdy. Plastikowy dżender możesz sobie zmienić, tylko musisz najpierw zmienić genitalia, oczywiście za gruby hajs. A jak hajsu nie masz albo nie chcesz się dać pokroić, bo, np. no nie chcesz, nie potrzebujesz przecież żadnego powodu, to sory gregory, sikaj tam gdzie ci urzędnik każe, a plastik zezwala. „Ustawa o łazienkach” narobiła dużo szumu, ale w szumie tym nie warto przeoczyć, że jest ona częścią większej formacji legislacyjnej, która np. zakazuje miastom i hrabstwom podniesienie płacy minimalnej, która wynosi 7,25$ za godzinę. Podniesienie płacy minimalnej na poziomie federalnym utknęło w martwym punkcie lata temu, bo „pracodawcy” dosłownie płacą kongresmenom za głosowanie przeciwko, ale daje się to zrobić, i robi się, na poziomie stanowym. Karolina Północna nie tylko zrobić tego nie chce, ale i mniejszym jednostkom administracyjnym na swoim terenie zabrania, żeby nigdzie ludziom nie żyło się za dobrze i za bogato.
Ale to tak poza tematem, wracamy do sikania. Ja tak sobie wesoło piszę o „sikaniu”, bo uważam, że nie ma co najprostszych czynności fizjologicznych owijać w bawełnę, bo ja sikam i ty sikasz i mój pies sika, i ten się przynajmniej nie wstydzi. I jakkolwiek „sikanie” może się wydawać beztroskie z mojej strony, to jest to sprawa pogwałcenia praw człowieka. I konstytucji, która zapewnia wszystkim równą ochronę wobec prawa. I praw obywatelskich – Civil Rights. To te wywalczone przez Afroamerykanów, w tym Martina Luthera Kinga w latach 60-tych, czyli ważne sprawy, podstawy podstaw antydyskryminacji. I też podstawa prawna do podważenia ustawy łazienkowej: prawnicy wysuwają argument, że godzi to w równe prawa pracowników zatrudnionych w publicznych instytucjach. Karolinie północnej grożą w związku z tym cięcia w dotacjach dla tychże, w tym obcięcie miliarda baksów dla edukacji wyższej. Jakieś firmy też, nawet niektóre spore, jak American Airlines czy PayPal, zdecydowały się w akcie sprzeciwu wycofać z rynku północnokarolińskiego albo wstrzymać planowane inwestycje.
Wglądu w rzekome „powody” wprowadzenia tego durnego aktu prawnego dostarcza sytuacja w szkole w Illinois, gdzie transgenderowa uczennica (biologicznie mężczyzna) chciała korzystać z damskiej szatni przed wf-em. Rodzice zawiązali komitet, który przerodził się w jakąś wielką organizację, która będzie „chroniła nasze córki”. Twierdzą, że jest to straszne, wręcz najstraszniejsze na świecie, że „14-17-letnie dziewczynki będą się przebierały w jednej szatni z mężczyzną”. I znów to samo, ten sam argument, który pojawia się za każdym razem, kiedy robi się coś rasistowskiego, ksenofobicznego, seksistowskiego, faszystowskiego, dyskryminującego i ogólnie wstrętnego – to wszystko w obronie kobiet! Bo wiadomo, że jak dziewczyna zobaczy koleżankę w gaciach, co w gaciach ma penisa, to zejdzie na miejscu, jeszcze tak zjedzie, osunie się jak na „Przeminęło z wiatrem”, bo jej niewinne serduszko pęknie od obrazy moralności. I to nic, że penisy w gaciach ogląda na plaży u obcych ludzi i w domu pewnie u ojca i brata. I tym bardziej nieważne, że nie było w Stanach ANI JEDNEGO przypadku jakiejkolwiek przemocy seksualnej (gwałt, molestowanie seksualne, pedofilia, kazirodztwo, seks z osobą nieletnią, itp.) popełnionej przez osobę transpłciową. Za to najczęstszymi przestępcami seksualnymi są biali, heteroseksualni mężczyźni. Popełniana przez nich przemoc pozostaje jednak często bezkarna, a nawet propsowana przez kulturę głównego nurtu, byle tylko mocz z ich penisów wydobywał się za drzwiami z namalowanym facecikiem. To jest najwyraźniej najważniejsze.
Trwa ładowanie komentarzy...